Menu

Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej

Poradnik dla osób w wieku od dwóch do trzech lat, pozwalający zapoznać się i oswoić z typowymi sytuacjami zdarzającymi się w rodzinach patologicznych. Młody czytelnik znajdzie tu instrukcję, jak radzić sobie ze zdeprawowaną matką i pochodzącym z marginesu społecznego ojcem, jak przymykać uszy na nocne hałasy, jak sprawdzić, czy rodzice nie nadużywają narkotyków i alkoholu, jak zapewnić, aby stosunki małżeńskie uprawiali tylko we dwoje i wiele innych, cennych porad.

Legendy jesieni

oranvag

Pewnego zimowego popołudnia cztery młode duchem kobiety spotkały się w barze „Scout” przy Grand Street w SoHo. Ponieważ nie widziały się od ponad roku, wymienienie się każdą zasłyszaną w międzyczasie ploteczką zajęło im dobrych kilka godzin. A kiedy już nie było ani jednego Nowojorczyka, który nie zostałby skomentowany, wyszydzony lub obśmiany, przyszła kolej na rozmowy o dzieciach. Obecny na miejscu Brady, choć niechętnie i co chwila spoglądając na ekran komórki, powiedział, że przygotowuje się do wycieczki motocyklowej śladami Che Guevary, którą odbędzie jak tylko uzyska pełnoletność (ten nowy Che ma burzę czerwonych loków, trochę jak młody Mick Hucknall!) A skoro już nic więcej nie dało się z niego wyciągnąć, przyszła kolej na dziewczynki, w wypadku których otrzymałyśmy absolutnie pełny i wyczerpujący raport!

— O Lilly jestem spokojna — ciągnęła Charlotte mniej więcej godzinę po tym jak zaczęła — ma najwyższą średnią w Bridgesie, z takimi ocenami bez problemu dostaje się na Columbię…

— Przy tej ilości rozwodów w Nowym Jorku powinno chyba być was stać na Princeton? — Miranda weszła jej w słowo.

— Nie o to chodzi. Columbia ma najlepszy wydział sztuk wizualnych — po czym nachyliła się i szeptem dodała — a tak naprawdę, to chcę mieć ją po prostu na oku. Nie wyobrażacie sobie nawet, co dzieje się w tych szkołach z internatem…

— Nie wiemy, nigdy nie chciałaś nam opowiedzieć — zauważyłam.

— Męski internat to szwedzki stół pełen twardych kutasów, moja droga, absolutnie najlepszy okres mojego życia. Jaka matka pozbawia dziecko…

— Samantho…! — Charlotte zmarszczyła brwi i wskazała oczami na zakapturzoną postać pucującą kufle za barem.

— Nic nie słyszałeś, prawda, Brady, słonko? — huknęła Samantha.

— Żeby usłyszał, musiałabyś mu chirurgicznie wyciąć słuchawki z uszu — parsknęła Miranda — więc co z Rose?

— Jak to co z Rose?

— Zaczęłaś mówić, że o Lilly jesteś spokojna, więc pewnie chciałaś powiedzieć coś o Rose…

— Och, tak. Masa z nią utrapień. To znaczy nie – jest bardzo dobrym dzieckiem i świetnie się uczy, ale próbuje nami rządzić! Już teraz stosuje zaawansowane praktyki negocjacyjne! Wszystko wie lepiej, wszystko robi po swojemu. Żadnego posłuchu. Mówisz „nie”, ona mówi „tak”. Mówisz „tak”, ona „nie”. Targuje się nawet o godzinę spania, mówisz jej „masz spać o dziewiątej” a ona na to „Wolę o dziewiątej trzydzieści”. „Możesz kupić sobie paczkę ciasteczek”. „Lepiej kupię trzy paczki”. „Wybierz sobie sukienkę do stu dolarów”. „Te do stu pięćdziesięciu są lepsze, mamo”.

— Wszystko przez żydowskie geny jej matki — szturchnąłem Charlotte łokciem, za co zostałam momentalnie ukarana, zakrztusiwszy się cosmopolitanem.

— Nie żartuj. Najbardziej się martwię, że kiedy tylko zacznie interesować się chłopcami, przy pierwszej okazji zrobi mi na złość!

— „Użyj kondoma”!!! — zaintonowała Miranda.

— „Wolę bez, mamo. Z resztą biorę tylko w tyłek!”

— Samantho!... Że też w twoim wieku jeszcze ci…

— Uwierz mi moja droga, jak tylko przejdziesz menopauzę i minie ta okropna suchość, będziesz potrzebowała wsadu tak samo jak wcześniej! — przewróciła oczami uśmiechając się szeroko — Ja zamierzam się pieprzyć do samego końca. O, właśnie mi się przypomniało! Wczoraj wieczorem powiedziałam Jerremu, że kiedy umrę, i on chciałby jeszcze się ze mną pożegnać, to absolutnie niech się nie krępuje i…

— Kelner! Proszę zabrać tatar! — wrzasnęła Miranda w czasie, gdy Charlotte zatykała uszy.

— Nie wydaje mi się, abym chciała wysłuchać tę myśl do końca… — powiedziałam.

— Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że pewnego dnia po prostu przestaniecie robić najważniejszą rzecz w naszym życiu? — Samantha uniosła brew, najwyraźniej oczekując odpowiedzi — Jerry dopiero teraz w pełni swoich możliwości i – muszę się wam z czegoś zwierzyć – ale nie mówcie absolutnie nikomu – polubiłam kochanie się.

Drugi raz zakrztusiłam się cosmopolitanem.

— Co takiego?

— No wiecie, nadal lubię, kiedy naciąga mnie na tę swoją pałę z całej siły, ale ostatnio zrobił coś niesamowitego. W pewnym momencie zwolnił i zaczął posuwać mnie naprawdę powoli, plasnęłam go nawet w tyłek „hej, galopuj dalej, superogierze”, a on mi na to: „poczekaj, pokażę ci coś niesamowitego” i ruszał się tak, ruszał, wolno, bardzo wolno i sama nie mogłam w to uwierzyć, bo już się prawie jakby nie ruszał i wtedy doszłam, i to tak że wyrwałam gąbkę z materaca…

— Bierzesz jeszcze leki na klimakterium? — zapytała Miranda.

— Spierdalaj! Jerry szkoli się w tantrze. Nawet w łóżku trzeba się rozwijać. Chcesz mi powiedzieć, że w waszym seksie nic się nie zmieniło?

— Kiedy masz dziecko, możesz to robić tylko kiedy ono śpi. Kiedy masz dwoje – to czas jest już tylko na szybkie, no wiesz… numerki — szepnęła Charlotte — z resztą Harry nie jest tym już tak zainteresowany jak kiedyś…

— A pohoduj sobie chwilę nastolatka, obsługując do tego własną firmę, twój seks ograniczy się wtedy do „Kochanie ulżyj mi ręką, odwdzięczę się, przy następnej okazji” — dodała Miranda. Choć kiedy Brady wychodzi z domu... Zdarza nam się mały power-play.

— Musisz mi o tym koniecznie opowiedzieć więcej! — Samantha uśmiechnęła się jednym z tych swoich szelmowskich uśmiechów, który obecnie sprowadził na jej twarz całą masę kurzych łapek.

A potem trzy pary oczu obróciły się w moją stronę.

— Och, najkrócej mówiąc, na mój seks składa się po trochu wszystko, o czym wspomniałyście — powiedziałam — poza dziećmi, rzecz jasna…

Spojrzały po sobie i pokiwały głowami. Zapłaciłyśmy rachunek i pojechałyśmy w swoje strony, przyrzekając sobie przedtem, że spotkamy się ponownie szybciej, niż tym razem.

Siedząc w taksówce nie mogłam przestać zastanawiać czy to jak uprawiamy seks wieczorem jest w jakiś sposób wypadkową wszystkiego, co przydarzyło nam się w ciągu dnia. Byle jaki i niesatysfakcjonujący po dniu ciężkiej pracy. Nastawione na szybką satysfakcję ostre pieprzenie po stresujących rozmowach biznesowych. Ruchanie na „odpieprz się”, kiedy masz wszystkiego dość i najchętniej zamknęłabyś się sama z dala od wszystkiego. Gryzienie, drapanie i wykręcanie palców, kiedy ktoś cię wyjątkowo wkurzył. Albo ta jasna strona – pełen energii, radosny seks, po tych dniach, w których wszystko szło jak z płatka. I ten powolny, zdający się nigdy nie kończyć, po dniu spędzonym na plaży. I te wyjątkowe momenty, po szczególnie świetlistych dniach, kiedy drgacie synchronicznie i nagle czujecie, że wasze dusze odklejają się od ciał i łączą w jeden wielki błysk, gdzieś tam ponad wami.

Kiedy wróciłam do domu, poszłam prosto do sypialni, gdzie zastałam Johna czytającego „Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje”. Nie zwrócił na mnie uwagi, pomimo że moje nowe kremowe blahniki wydały na parkiecie dźwięk przypominający serię z karabinu maszynowego. Stanęłam na środku pokoju i odchrząknęłam lekko.

— Powiedz, no. Czy ja ci się jeszcze w ogóle choć trochę podobam? — zapytałam.

John zaczął unosić głowę, kończąc najwyraźniej czytać jakiś akapit, po czym oderwawszy w końcu oczy od tekstu, zdjął z nosa okulary, aby odłożyć je na nocny stolik. Następnie wygramolił się z łóżka, wsunął stopy w miękkie klapki, zaczął iść w moim kierunku, cofnął się do stolika, podniósł z niego okulary, które założył ponownie na nos, gdy podszedł do mnie całkiem blisko.

A potem zlustrował mnie od dołu do góry, i od góry do dołu, następnie zaczął powoli obchodzić mnie dokoła, wiąż powtarzając ten skanujący ruch głową, po czym wreszcie zatrzymał się przede mną i ze śmiertelną powagą powiedział:

— Abso-kurwa-lutnie!

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • ms.blond

    To tak w ramach walentynek ? :-D

  • marquiz

    Abso-kurwa-lutnie.
    A jak to brzmiało po angielsku?

  • oranvag

    @ms.blond - w zasadzie, to czemu nie?

    @marquiz - "absofuckinglutely" - oczywiście

© Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci