Menu

Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej

Poradnik dla osób w wieku od dwóch do trzech lat, pozwalający zapoznać się i oswoić z typowymi sytuacjami zdarzającymi się w rodzinach patologicznych. Młody czytelnik znajdzie tu instrukcję, jak radzić sobie ze zdeprawowaną matką i pochodzącym z marginesu społecznego ojcem, jak przymykać uszy na nocne hałasy, jak sprawdzić, czy rodzice nie nadużywają narkotyków i alkoholu, jak zapewnić, aby stosunki małżeńskie uprawiali tylko we dwoje i wiele innych, cennych porad.

Jak wyprodukować endogenne LSD

oranvag

Zatrzymawszy się na stacji benzynowej, aby zaczerpnąć paliwa, po raz kolejny oczarowała mnie sylwetka mojego własnego samochodu, tym bardziej że zawieszone z tyłu cztery rowery niejako dodawały jej hipsterskiego szyku, pomimo że nie były bynajmniej holenderskie. Za to kiedy wróciłem do kabiny, wpadłem w sam środek ożywionej kłótni moich dzieci, która wyglądała mniej więcej tak:

— Ale opony to tak jakby buty dla auta! — argumentowała córcia.

— Ale nasze auto ma BOSE — odpowiadał syncio, a że córcia tego żartu zupełnie nie chwytała, natychmiast ponownie upierała się że:

— Ale opony to tak jakby buty dla auta! — po czym cały dialog powtarzał się, jak piosenka o kołku w morzu, póki nie zagroziłem że wytargam oba łby.

Nad morze dojechaliśmy późno z powodu potwornych korków i nie było już sensu gnać na rowerach na naszą „prywatną” plażę, poszliśmy więc na publiczną, co niejako zaowocowało poprzednim wpisem. I dodam jeszcze tylko, że nie wiem jak ludzie mogą tam na kupie siedzieć, może łykają benzodiazepiny, może są bardzo tolerancyjni, może mają magiczne implanty – nieważne. Ważne, że potem pogoda dopisywała, w drodze do naszego zakątka wspaniale sprawdziły się czeskie sakwy, którymi obarczyliśmy rower syncia (ten sam, którym dziesięć lat temu woziłem go w małym krzesełku) i dzięki nim nasz plażowy obóz wyglądał naprawdę imponująco po rozbiciu i niesamowicie kompaktowo po złożeniu.

„Nasza” to naprawdę najpiękniejsza plaża, jaką widziałem nad Bałtykiem. I nie chodzi mi tylko o jej szerokość i pustkę (którą zawdzięcza kiepskiej dostępności) ale też o niesamowite, prostopadłe do linii brzegu fałdy, po których w wietrzne dni ziarenka piasku hulają jak na wydmach Corralejo i o porastające piaszczysty pas ochronny wysokie trawy, które w tymże wietrze wplatają swój jednostajny szum w cichnący i narastający huk fal. Idealne miejsce do baraszkowania na golasa, zabawy w chowanego, puszczania latawców i szeroko pojętego kontaktu z kosmosem.

Pozostaje nam mieć nadzieję, że nikt tego miejsca nie zareklamuje na fejsbuku i nie oznaczy na mapie w innym popularnym serwisie dla ludzi upośledzonych umysłowo, więc niestety – ale nie podzielę się z Wami jego lokalizacją. W zmian jednak polecić mogę fantastyczną formę aktywności nadmorskiej: jazdę rowerem po skraju plaży, najlepiej w złotej godzinie, krótko po wschodzie lub przed zachodem słońca. Konsystencja mokrego piachu powoduje, że jest to dużo prostsze, niż się wydaje. Fakt, że jechanie jest nieco cięższe, ale wierzcie mi – uczucie radości towarzyszące pedałowaniu w towarzystwie rozbryzgów fal, może się równać chyba tylko temu, które towarzyszyło doktorowi Hofmannowi podczas pierwszej wycieczki rowerowej w 1943. Fakt, że po takim spacerze musisz potem szczoteczką do zębów wyszorować mechanizmy roweru, jest doprawdy niewysoką ceną za taką ilość serotoninowej ekstazy! Dlatego dobrze wam radzę: przejedźcie się plażą, zanim ONI dowiedzą się jakie to cudowne i tego zabronią!

 

© Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci