Menu

Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej

Poradnik dla osób w wieku od dwóch do trzech lat, pozwalający zapoznać się i oswoić z typowymi sytuacjami zdarzającymi się w rodzinach patologicznych. Młody czytelnik znajdzie tu instrukcję, jak radzić sobie ze zdeprawowaną matką i pochodzącym z marginesu społecznego ojcem, jak przymykać uszy na nocne hałasy, jak sprawdzić, czy rodzice nie nadużywają narkotyków i alkoholu, jak zapewnić, aby stosunki małżeńskie uprawiali tylko we dwoje i wiele innych, cennych porad.

Dwa tygodnie świra

oranvag

Gdyby Koterski chciał nakręcić „Dzień świra 2”, co ja mówię – „Cały rok świra” – najprościej byłoby zacząć zbierać materiał latem, w którymś z polskich nadmorskich kurortów.
Plaża – wiadomo. Załóżmy że odchodzisz pół kilometra od zejścia i znajdujesz sobie miłe miejsce, najbliżsi krajanie okopali i oparawanili się co najmniej pięćdziesiąt metrów od ciebie, po każdej ze stron. Nie siadasz, rzecz jasna nad samym brzegiem, bo nie lubisz kiedy dzieci, psy i romantyczni spacerowicze (do których z resztą sam się zaliczasz) przegalopowują ci po kocyku, ewentualne prześcieradle, w trakcie swoich niemających końca migracji to w jedną, to w drugą stronę. Chwilę jest rozkosznie, ale tylko chwilę, bo zaraz pojawia się wataha Polaków: dwie lub trzy rodziny związane węzłami krwi, koleżeństwa lub ledwie turnusu i ze swoimi dziećmi, namiotami, parawanami, kundlami, papierosami, wódką i przenośnymi głośnikami bluetooth, rozbijają obóz PÓŁ MATRA PRZED TWOIM NOSEM, rzecz jasna zasłaniając przy tym parawanem widok na morze. Jakby mało było ich bloczyskowego rapu albo siermiężnego disco-polo, ich bulteriery szczekają, ich progenitura ryczy, a oni sami drą ryje zapijaczonymi, ochrypłymi głosami. Według nich wszystko jest w porządku.
Albo weźmy późne popołudnie, kiedy na równoległej do plaży lokalnej drodze lansują się w tiszertach ABERKROMBI i tenisówkach DOLCZEGABANA przybysze z Białołęki Cesarskiej albo Tarchomina Leśnego. Niezależnie od tego, jak szeroka byłaby taka promenada – dziesięć, pięćdziesiąt czy sto metrów – Polak i tak znajdzie sposób, aby zająć całą jej szerokość. Nawet jeśli szedłby SAMORAZ, coś by wymyślił, choć nie mam pewności co – pewnie zataczałby się szybko między lewą a prawą stroną jezdni. Wracasz więc z oddalonej o dziesięć kilometrów plaży, na którą każdego ranka tłuczesz się rowerem przez lasy i piachy, aby tylko nie musieć mieć Polaków w zasięgu wzorku i co chwila musisz hamować ostro, aby nie wjechać w pijaka, grubasa, dziecko albo bulteriera. Do tego spotykasz się z agresją z powodu oburzającego faktu, że ŚMIESZ JECHAĆ PO ULICY. Przecież ulica jest po to aby mógł ją wypełnić radosny potok napierdolonych rodaków!
--- Niegrzeczny pan, nie powiedział nawet „przepraszam” --- powie tylko matka-Polka swojemu dziecku, kiedy łaskawie zwolni ci miejsce NA ULICY. A przecież mogła zamiast tego przyjebać mi parawanem po plecach...
Albo weźmy tych, zataczających się od upału, lub też czegoś mocniejszego, obywateli z parawanami nonszalancko przerzuconymi przez ramię, OSTROKOŁEM SKIEROWANYMI KU NIEBU, na wysokości twarzy innych przechodniów, ich nogi jak z waty, w oczach – obłęd i pytania, na które nie ma odpowiedzi, i jeszcze kręci się taki nieszczęśnik w tłumie, jakby odbyt wypełniała mu kolonia owsików, a ty patrzysz na niego i zastanawiasz się, kiedy te straszliwe szpikulce komuś niechcący rozorają gębę, wydłubią oko, czy może wybebeszą, kiedy ich posiadacz schyli się aby poprawić klapek KUBOTA na skarpetce PUMA z Biedronki.
I tego wszystkiego doznajesz, gdy starasz się, jak tylko możesz WŁAŚNIE TEGO UNIKNĄĆ. Polacy są, niestety w tym kraju WSZECHOBECNI i obawiam się, że nawet jeśli zaczęlibyśmy przyjmować uchodźców, oni szybko przejęliby wszystkie ich zwyczaje. No i uchowaj nas boże od tego, żeby mi się rozbił obozem, pól metra ode mnie Arab, ze swoimi dwudziestoma Arabiątkami, głośnikiem bluetooth, dziesięcioma żonami, dziesięcioma teściowymi i teściami, dziesięcioma bulterierami i – a jakże – żołądkową gorzką, bo stare arabskie przysłowie brzmi: „kto trafił między wielbłądy musi śmierdzieć jak one”, a Allah patrzy na Mekkę, nie na Dębki. Co to to nie!
Dlatego, jeśli chodzi o uchodźców, zajmuję stanowisko Polaków Lepszego Sortu! Wystarczy, że dzielę plaże z wami, głupie chuje!

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • fg2002

    A ty nadal komuchem.

  • oranvag

    Z wiekiem jest tylko gorzej...

© Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci