Menu

Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej

Poradnik dla osób w wieku od dwóch do trzech lat, pozwalający zapoznać się i oswoić z typowymi sytuacjami zdarzającymi się w rodzinach patologicznych. Młody czytelnik znajdzie tu instrukcję, jak radzić sobie ze zdeprawowaną matką i pochodzącym z marginesu społecznego ojcem, jak przymykać uszy na nocne hałasy, jak sprawdzić, czy rodzice nie nadużywają narkotyków i alkoholu, jak zapewnić, aby stosunki małżeńskie uprawiali tylko we dwoje i wiele innych, cennych porad.

Instytut pamięci intymnej

oranvag

Jeśli znacie teledysk The Connells do piosenki „’74-‘75”, zestawiający szkolne zdjęcia osiemnastolatków z roku 1975 z ludźmi w-prawie-średnim-wieku circa 1993, na pewno zainteresuje Was fakt, że z okazji upłynięcia czterdziestu lat od siedemdziesiątego piątego, powstała zaktualizowana wersja tego klipu. I powiem szczerze, że mocno nas zmiażdżyła. Przez dwadzieścia dwa lata entropia zrobiła z tymi ludźmi coś dużo, dużo gorszego, niż przez tamte czterdzieści. Znaczy, chciałem powiedzieć, nadal są fajni, jednak wygląda na to, że z wiekiem czas płynie szybciej nie tylko w naszych umysłach, ale bystrzej też opływa nasze twarze i ciała.

Mam czterdzieści lat i podobam się sobie bardziej niż kiedykolwiek. A tu okazuje się, że ten stan potrwa tylko chwilę. Jestem jak ten duży koleś, z dwójką chłopaków, tyle że on miał włsoy, a ja nie. Pocieszam się, że on w 2015 nadal był fajnie wyglądającym facetem…

Ach, jak podoba mi się ten film, który skleiłem ze wszystkich starych plików. Stał się moim absolutnie ukochanym pronosem. Ponieważ nie zachowałem chronologii, szybkie cięcia dają trochę efekt jak w teledysku Connellsów, więc jest to też pornos, który skłania do refleksji nad uciekającym czasem. Taki pornograficzny „Boyhood”.

W ten łykend zacząłem robić porządki w rodzinnym archiwum i pomyślałem, że muszę przearanżować chronologicznie zdjęcia, bo wcześniej były poukładane kluczem fetyszowym – wiadomo: cycki, dupa, cipa, oral, anal, itp., wszystko to na przestrzeni dwudziestu lat wygląda dość niedorzecznie. Teraz bardziej interesuje mnie kontekst i poskładanie tego jako albumu z pięknymi wspomnieniami, co nie zawsze jest łatwe, bo dużo zdjęć w wyniku jakiegoś niepojętego procesu utraciło dane EXIF, uniemożliwiając proste posortowanie po dacie naciśnięcia spustu migawki. Jak sobie więc radzę? Na wiele sposobów. Na przykład:

Kadry z niewidocznym pomieszczeniem, o rodzielczości nieco tylko większej niż HD, balans bieli, a pewnie też kiepska matryca zabarwiająca skórę na czerwono, do tego masakryczny szum. To muszą być zdjęcia ze starego cyfrowego Kodaka, w czasach kiedy szef ich działu foto twierdził jeszcze, że 6 megapikseli „should be enough for everyone”, nie przeczuwając, że geniusze marketingu uczynią z ilości pikseli główny wyznacznik jakości aparatu. Czyli gdzieś między 1999 a 2002.

Jak uściślić ten przedział do przynajmniej roku? Jeśli światło było dobre, pomóc może na przykład balejaż, era balejażu była wszak krótka. Hop – odkładamy zdjęcia z balejażem do jednego folderu i sprawdzamy, czy zachował się choć jeden EXIF. Jeśli tak, to mamy datę dla masy zdjęć.

Wynajmowaliśmy wtedy hałaśliwe mieszkanie nad wejściem do metra Politechnika. Po podłodze ścigały się dzień i noc karaluchy, a za oknami motocykliści. Trudno orzec, kto gorszy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie mieszkał w Śródmieściu, bo nic tu się nie działo. Na Zbawixie był tylko wielki, dwupiętrowy sklep z płytami, tam gdzie teraz Karma, Bastylia i Chinol oraz pseudo-śródziemnomorska knajpa na miejscu Planu B, w której raz jedliśmy ślimaki.

Idąc dalej – łatwo też wstępnie podzielić zdjęcia według pomieszczeń. Odkładam do folderu całą masę fotek wykonanych w naszym pierwszym mieszkaniu. To było Dobre Miejsce, w którym spędziliśmy ogrom przyjemnych chwil: w wannie, na łóżku, na skórzanej kanapie w kolorze (bardzo dawno temu) ecru. Pokazuję synciowi zdjęcie z podwórka, które on zapamiętał jako zieloną, rozszalałą dżunglę, pełną pięknych kwiatów i wyższych od niego żywopłotów. A kiedy przyszliśmy kupić ostatnie, czekające właśnie na nas, mieszkanko, plac zabaw był dopiero budowany, a żywopłoty były kępkami wysokości dmuchawców. Zanim on przyszedł na świat, dokładniejsze ustalenie roku umożliwiają rozmaite poszlaki. Po pierwsze – orientacja łóżka. Po drugie – zmiany kolorów ścian. Po trzecie - fryzury żony.

No a potem przychodzi rok 2004, który łatwo rozpoznać z powodu jej wielkiego brzucha. Dość lubię zdjęcie z łazienki, gdy stoję obok wanny, a ona siedzi w niej i szczerząc zęby do obiektywu, gryzie mnie w chuja.

Od 2006 jest już łatwo, bo mam pierwszą cyfrową lustrzankę i daty się zachowały.

Co jednak, gdyby nie było pomieszczeń, balejażu, fryzur, chodzących mebli, kolorów ścian, precyzyjnych EXIFów? Wtedy i tak mógłbym odgadnąć ze zdjęcia każdą naszą epokę, dzięki erozji.

Wartki strumień czasu, opływając nasze ciała, kształtował jej góry i doliny, to wypiętrzając, to znów spłaszczając. Jej linia brzegowa bywała prostsza, by potem znów zacząć meandrować. I tak oto nastał właśnie najlepszy moment, by spacerować po tych wzgórzach!

Nic trudnego poznać po kształcie ciała, powiecie? Ależ to jeszcze nic! Nawet gdy cały kadr wypełnia ściśle sama jej cipka, nawet w takiej sytuacji poznałbym, kiedy było robione zdjęcie. Ok, to wcale nie takie trudne. Widzicie - jacyś wandale skalpelem zrobili na niej dwa nacięcia, w odstępie sześciu lat. Zupełnie, jakby to był krzyż, na którym Robinson Cruzoe odliczał swoje dni.

© Przysposobienie do życia w rodzinie patologicznej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci